Rano kawa i szybki check warunku. Potem pompowanie kite’a na plaży, gdzie zamiast chaosu masz przestrzeń i totalny luz. Wchodzisz do wody i nagle okazuje się, że możesz płynąć kilometr bez walki z falą, bez tłoku, bez stresu. Tylko Ty, wiatr i idealnie gładka laguna.
To właśnie w Hamacie progres przychodzi absurdalnie szybko. Początkujący kochają to miejsce za ogromną strefę płytkiej wody i bezpieczne warunki. Zaawansowani - za niekończące się możliwości trenowania trików, skoków i freestyle’u na totalnym flacie.
I właśnie dlatego wyjazd z EHschool ma tutaj taki klimat.
To nie jest „szkolenie i do pokoju”. Bardziej wyjazd z ekipą, która żyje tym samym zajawieniem. Wspólne sesje do zachodu słońca, analiza tricków przy kolacji, śmiech po nieudanych kiteloopach, poranne „kto pierwszy na wodę?”, wieczorne chillowanie przy muzyce i historie, które po kilku dniach brzmią jakbyście znali się od lat.
Hamata uzależnia też spokojem. Nie ma tutaj miejskiego hałasu i miliona atrakcji odciągających od tego, po co przyjechałeś. Jest pustynia, wiatr, morze i ludzie, którzy rozumieją, dlaczego sprawdzanie prognozy staje się ważniejsze niż sprawdzanie Instagrama.
A kiedy kończysz sesję i siedzisz na plaży patrząc na czerwone słońce chowające się nad Morzem Czerwonym… zaczynasz rozumieć, dlaczego ludzie wracają tu co sezon.
Jeśli kite to dla Ciebie coś więcej niż sport - Hamata z EHschool może być jednym z tych wyjazdów, które zostają w głowie na długo.
Bo są miejsca, gdzie jedziesz popływać.
I są takie, z których wracasz totalnie naładowany energią.
Hamata zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.